Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki..
AKCEPTUJĘ

Anthony Beane: Gram po to, aby wygrywać

Autor: Szymon Wojda Fot. Piotr Koperski, Paweł Kołakowski 2018-04-24 11:00

"Trener cały czas powtarzał, że musimy być cierpliwi. To słowo okazało się kluczowe" – mówi Anthony Beane, rzucający Legii Warszawa. Amerykanin właśnie został królem strzelców sezonu zasadniczego Energa Basket Ligi, notując średnio 22.4 punktów na mecz. W rozmowie z nami opowiada o planach na przyszłość, swoim podejściu do koszykówki oraz o tym, czy bardziej czuje się jak rekin, huragan, czy trzęsienie ziemi.

Anthony, zostałeś królem strzelców, ale zespół zanotował aż 27 porażek. Był to zatem Twój najlepszy czy najgorszy sezon w karierze?

- Faktycznie, różnie można na to spojrzeć. Myślę, że byliśmy w stanie wygrać zdecydowanie więcej spotkań. Jesteśmy dobrym zespołem. Kilka razy po prostu zabrakło nam szczęścia. Biorąc wszystko pod uwagę myślę, że ten sezon był ok.

 

To prawda, że jeszcze przed pierwszym treningiem znałeś częściowo naszą taktykę?

- Tak, jeszcze przed przyjazdem tutaj zrobiłem szybki research. Mój agent znał styl pracy trenera Spaseva i zorganizował mi kilka taśm z meczów Legii. Jeśli miałem wątpliwości co do poszczególnych zagrywek, to prosiłem o pomoc inne osoby. Rozmawiałem nawet o tym z trenerem. Najpierw zacząłem się uczyć tego, jak bronił nasz zespół i jeszcze przed przylotem do Polski udało mi się to opanować.

 

Czułeś się w jakiś sposób odpowiedzialny za drużynę? Nasza ofensywa była w większości oparta na Tobie.

- Nie nazwałbym tak tego. Wszyscy byliśmy odpowiedzialni za zespół. Trener ułożył tak taktykę, abym miał swoje szanse w ofensywie i chciałem to wykorzystać. Mieliśmy jednak wielu liderów. Łukasz Wilczek, Tomasz Andrzejewski, Chauncey Collins, czy przed nim Naadir Tharpe – to wszystko zawodnicy, którzy brali odpowiedzialność za zespół. 

 

 

Miałeś dobre wejście w zespół, ale mam wrażenie, że prezentowałeś się zdecydowanie lepiej po tym, jak dołączył do niego Chauncey, zgodzisz się?

- Zdecydowanie tak. To świetne grać w jednej drużynie z takim zawodnikiem. Chauncey jest bardzo utalentowany. Na boisku potrafi robić wiele rzeczy. Ma bardzo dobry rzut, wejście pod kosz i niezłe podanie. Na boisku obrona przeciwników musiała się z nami liczyć.

 

Z tego co słyszałem, nie tylko dobrze się wam współpracuję, ale też konkuruje między sobą.

- Wiem co masz na myśli. Jakoś w lutym założyłem się z Chauncey’em o to kto będzie miał więcej wsadów do końca sezonu. Stawką zakładu było 100 złotych. Wygrałem, o ile się nie mylę, trzema wsadami.

 

 

Jego debiut przypadł akurat na mecz z Czarnymi Słupsk. Okres przed tym meczem musiał być dla Ciebie trudny.

- Wszyscy chcieliśmy tego przełamania. Próbowaliśmy robić wszystko, aby lepiej się prezentować. Trener cały czas powtarzał, że musimy być cierpliwi. To słowo okazało się kluczowe. Bardzo ciężko pracowaliśmy i  z czasem graliśmy coraz lepiej. Zaczęliśmy się coraz lepiej rozumieć i z czasem rozumieliśmy też czego trener od nas oczekuje. Kiedy zaczęliśmy to realizować przyszły dobre mecze i zwycięstwa, ale żeby tak się stało potrzebowaliśmy cierpliwości. 

 

Podobnie jak trener żałujesz, że sezon się skończył? W ostatnich spotkaniach prezentowaliście się naprawdę dobrze.

- Oczywiście, chętnie zagrałbym jeszcze kilka spotkań. Byliśmy w niezłej formie w ostatnich meczach. Trener od początku mówił nam o cierpliwości. To słowo padało bardzo często na treningach i podczas spotkań. Każdy z nas chciał być coraz lepszy. Zostawaliśmy po każdych treningach i godzinami ćwiczyliśmy rzuty. To musiało przynieść efekty.

 

Który mecz uważasz za najlepszy w swoim wykonaniu?

- Mecz w Gliwicach był świetny. Cała drużyna zagrała fantastycznie. Piotr Robak zdobywał kluczowe punkty, podobnie Michał Kołodziej. Przeciwnicy doprowadzili co prawda do dogrywki w ostatnich sekundach, ale nie pozwoliliśmy im zabrać tego zwycięstwa. Rzuciłem wtedy 41 punktów, ale tak jak powiedziałem, jako drużyna zaprezentowaliśmy się bardzo dobrze.

 

W tamtym meczu kilka razy efektownie asystowałeś przy punktach swoich kolegów. Z tego co wiem sam uważasz się za rozgrywającego - to prawda?

- Jestem rozgrywającym. To, że zdobywam tyle punktów może sugerować co innego. Mam bardzo dobry ball-handling i potrafię podawać. W każdej drużynie miałem wysokiego zawodnika, któremu mogłem stwarzać sytuację. Zdobywaliśmy tak dużo punktów, często w efektowny sposób. W takiej grze czuje się bardzo dobrze, ale jak widać potrafię też kończyć akcję i sam korzystać z podań kolegów.

 

Jest jakiś element koszykarskiego rzemiosła, który bardzo chciałbyś poprawić?

- Wszystkie, nie można przecież być zbyt dobrym. Zawsze znajdzie się coś nad czym warto i trzeba pracować.

 

Po twoim występie w Gliwicach głośno zrobiło się o wideo z Twoim udziałem. Nawiązując, więc do niego – jesteś bardziej jak rekin, huragan czy trzęsienie ziemi?

- Jestem kombinacją wszystkich trzech (śmiech). Miałem frajdę przy tworzeniu tego wideo. Chociaż przyznam, że czasem na boisku czułem się niepowstrzymany.

 

 

Sprawiasz czasem wrażenie introwertyka, a takie osoby często mają silną potrzebę ekspresji. Czy koszykówka jest w jakiś sposób twoim sposobem na wyrażenie samego siebie?

- To prawda, że mam coś z introwertyka. Zgodzę się też, że koszykówka jest dla mnie formą ekspresji. Zawsze tak było. Przed meczami i treningami jestem bardzo skupiony. Staram się skoncentrować na pracy, na tym, aby stawać się tak dobry jak to tylko możliwe. To wszystko wychodzi podczas meczu. Gram po to, aby wygrywać.

 

Jesteś już w Polsce kilka miesięcy. Jak podoba Ci się nasz kraj?

- Szczerze mówiąc bałem się, że nie doczekam się tutaj słońca. W tej cieplejszej wersji Polska jest świetnym miejscem do życia, a Warszawa to piękne miasto. Jakiś czas temu spytałeś się co bym doradził mojemu bratu gdyby Legia się po niego zgłosiła. Powiedziałbym, że warto spróbować tutejszej koszykówki. Szczególnie ze względu na naszych kibiców. Ci ludzie są absolutnie niesamowici. To jak prezentują się z tymi wszystkimi flagami i dopingiem na meczach jest fantastyczne. To świetne uczucie grać dla nich.

 

Do następnego sezonu jest sporo czasu – jak go spędzisz?

- Moim celem jest letnia liga NBA. Chcę tam zagrać i pokazać się z dobrej strony. W międzyczasie będę ciężko pracował, aby następny sezon był jeszcze lepszy w moim wykonaniu. Co dalej? Zobaczymy.

 



Komentarze

Sponsorzy i partnerzy

Partner główny
Sponsor główny
Sponsor oficjalny
Sponsor
Sponsor Akademii
Partnerzy