Legia Warszawa pokonała po dogrywce Kinga Szczecin 88:84 w meczu 30. kolejki Orlen Basket Ligi. W ostatnim spotkaniu rundy zasadniczej legioniści odrobili straty, wytrzymali nerwową końcówkę i zapewnili sobie pierwsze miejsce przed fazą play-off.
Pierwsza kwarta rozpoczęła się zdecydowanie lepiej dla Kinga Szczecin. Już w pierwszych akcjach goście wykorzystali problemy Legii w ataku - Nemanja Popović dwukrotnie skutecznie wykończył akcje swojego zespołu, a po kolejnej stracie warszawian Anthony Roberts dołożył następne dwa punkty. W efekcie spotkanie zaczęło się od prowadzenia Kinga 6:0. Legia pierwsze punkty zdobyła za sprawą Carla Ponsara, który chwilę później ponownie dobrze odnalazł się pod koszem i wykorzystał niecelną akcję gości, zmniejszając straty. Szczecinianie szybko jednak odpowiedzieli - Roberts trafił za trzy punkty, przywracając Kingowi siedmiopunktową przewagę. Kolejne problemy legionistów w defensywie wykorzystał Popović, który skończył akcję 2+1. Przy wyniku 5:13 trener Legii, Heiko Rannula, zareagował przerwą na żądanie na półmetku pierwszej kwarty.
Krótka przerwa nie przyniosła jednak natychmiastowej poprawy w grze gospodarzy. King nadal prezentował wysoką skuteczność, a po celnym rzucie za trzy punkty Freidela przewaga gości wzrosła już do 13 punktów - 20:7. Legia w końcówce kwarty zdołała jednak nieco uporządkować swoją grę i zmniejszyć straty. Po skutecznej akcji Shane’a Huntera warszawianie zbliżyli się do rywali na 10 punktów. Po pierwszej odsłonie King Szczecin prowadził na Bemowie z Legią 25:15.
Drugą kwartę obie drużyny rozpoczęły od wymiany ciosów. Po stronie Legii punktowali Maksymilian Wilczek oraz Shane Hunter, natomiast King odpowiadał trafieniami Anthony’ego Robertsa i Jeremy’ego Roacha. Szczecinianie utrzymywali przewagę, prowadząc 29:19, ale warszawianie zaczęli stopniowo łapać właściwy rytm.
Przełomowy moment nastąpił, gdy Legia trafiła swoją pierwszą „trójkę” w tym spotkaniu. Celny rzut zza łuku oddał Andrzej Pluta, dając drużynie wyraźny impuls do odrabiania strat. Chwilę później dwa punkty dołożył Carl Ponsar i przewaga Kinga stopniała już tylko do pięciu oczek. Na tę serię natychmiast zareagował trener gości, Maciej Majcherek, prosząc o czas. Tuż po wznowieniu gry warszawianie zanotowali przechwyt, a świetnie dysponowany tego dnia Carl Ponsar skutecznie zakończył akcję 2+1. Następnie indywidualnym wejściem popisał się Pluta i Legia doprowadziła do remisu 29:29, całkowicie wracając do gry po trudnym początku spotkania.
Gospodarze nie zamierzali na tym poprzestać. Po efektownym wsadzie i przechwycie Jayvona Gravesa legioniści po raz pierwszy w tym meczu wyszli na prowadzenie - 35:33. Końcówka pierwszej połowy była wyrównana, ale ostatnie słowo należało do Legii. Michał Kolenda trafił za trzy punkty, ustalając wynik po dwóch kwartach na 38:37.
Po zmianie stron spotkanie znów się wyrównało. Legia starała się utrzymać minimalną przewagę wypracowaną przed przerwą i po trzech minutach gry w drugiej połowie nadal prowadziła jednym punktem - 44:43. King pozostawał jednak bardzo blisko i konsekwentnie wykorzystywał swoje szanse w ataku. Z czasem lepszy fragment zanotowali goście. Szczecinianie przejęli inicjatywę, a ważną akcję 2+1 skończył Nemanja Popović, wyprowadzając Kinga na czteropunktowe prowadzenie. Kolejne minuty również układały się korzystniej dla Kinga. Popović dołożył następne punkty, a po trafieniu Tomasza Gielo przewaga szczecinian wzrosła do ośmiu oczek - 54:46. Warszawianie próbowali wrócić do rytmu z drugiej kwarty, ale ofensywa gospodarzy nie była już tak płynna, a goście skutecznie kontrolowali tempo gry.
W końcówce Legia zdołała jednak ograniczyć straty przed decydującą odsłoną. Ostatnie punkty tej części meczu zdobył Carl Ponsar, dzięki czemu warszawianie pozostali w kontakcie z rywalami. Przed ostatnią kwartą Legia przegrywała z Kingiem Szczecin 53:58, a losy spotkania wciąż pozostawały otwarte.
Decydująca odsłona rozpoczęła się dla Legii znakomicie. Zielonych Kanonierów do walki poderwał Michał Kolenda, który najpierw skutecznie wykończył akcję za dwa punkty, a chwilę później trafił zza łuku. Legioniści poszli za ciosem - po przechwycie Carl Ponsar popisał się akcją 2+1 i Legia odzyskała prowadzenie, wychodząc na 61:59. King miał w tym fragmencie wyraźne problemy ze skutecznością, a gospodarze potrafili to wykorzystać. Szczególnie dobrze prezentował się Kolenda, który dołożył kolejną „trójkę”, powiększając przewagę Legii. Na taki obrót spraw natychmiast zareagował trener gości, Maciej Majcherek, prosząc o czas, by przerwać rozpędzoną grę warszawian.
Przerwa nie zatrzymała jednak świetnie dysponowanego Kolendy. Po powrocie na parkiet skrzydłowy Legii trafił następną „trójkę” ii na dwie minuty przed końcem meczu legioniści prowadzili już 69:63. Przez kolejną minutę przewaga gospodarzy utrzymywała się na poziomie sześciu punktów, a przy takim wyniku o czas ponownie poprosił trener Kinga. Po tej przerwie szczecinianie wrócili jednak do gry w imponującym stylu. Najpierw za trzy trafił Tomasz Gielo, a chwilę później skutecznym rzutem zza łuku popisał się Jovan Novak. Przewaga Legii stopniała do zaledwie jednego punktu - 72:71 - i końcówka zrobiła się niezwykle nerwowa.
W następnej akcji faulowany był Andrzej Pluta, który zachował spokój i wykorzystał oba rzuty osobiste, dając Legii trzy punkty przewagi. King odpowiedział jednak w najlepszy możliwy sposób - kolejną „trójkę” trafił Tomasz Gielo i na dwie sekundy przed końcem na tablicy wyników był remis 74:74. Heiko Rannula poprosił jeszcze o czas, by rozrysować ostatnią akcję. Rzut na zwycięstwo wziął na siebie Pluta, ale jego próba za trzy była niecelna. O losach meczu i pierwszego miejsca przed play-offami miała zdecydować dogrywka.
Dogrywkę lepiej rozpoczęli goście, którzy szybko odzyskali inicjatywę i w połowie dodatkowego czasu gry prowadzili czterema punktami. W trudnym momencie dla Legii natychmiast zareagował Heiko Rannula, prosząc o czas. Po krótkiej przerwie legioniści wrócili na parkiet z zupełnie inną energią. Ponownie liderem gospodarzy okazał się Michał Kolenda, który najpierw trafił bardzo ważną „trójkę”, a chwilę później został sfaulowany i pewnie wykorzystał dwa rzuty osobiste. Dzięki tej serii Legia odwróciła wynik i wyszła na jednopunktowe prowadzenie - 81:80.
Legioniści nie zatrzymali się na tym i w kolejnych akcjach powiększali przewagę. Najpierw dwa rzuty wolne wykorzystał Shane Hunter, a następnie punkty dołożył Jayvon Graves, dając Legii prowadzenie 86:82. W końcówce legioniści utrzymali kontrolę nad wydarzeniami na parkiecie, choć ostatnie punkty dla Kinga zdobył jeszcze Noah Freidel. Ostatecznie Legia Warszawa wygrała po dogrywce 88:84, odnosząc niezwykle cenne zwycięstwo w ostatnim meczu rundy zasadniczej.
Legia Warszawa: Michał Kolenda 23 (5), Carl Ponsar 18, Andrzej Pluta 16 (2), Shane Hunter 13, Jayvon Graves 8, Dominic Brewton III 4, Ojārs Siliņš 4, Maksymilian Wilczek 2, Matthias Tass 0, Wojciech Tomaszewski 0, Wojciech Jasiewicz -
Trener: Heiko Rannula
King Szczecin: Nemanja Popović 27, Tomasz Gielo 14 (2), Anthony Roberts 13 (1), Noah Freidel 12 (2), Jeremy Roach 11, Jovan Novak 5 (1), Maximillian Egner 2, Ondrej Hustak 0, Mateusz Kostrzewski 0, Jakub Ucieszyński -, Przemysław Żołnierewicz -
Trener: Maciej Majcherek
fot. Piotr Koperski