Carl Ponsar trafił do Legii w związku z kontuzją Race'a Thompsona i początkowo związał się z naszym klubem dwumiesięcznym kontraktem. Postawa francuskiego skrzydłowego sprawiła, że umowa została najpierw przedłużona o kolejne trzy miesiące, a potem już do końca obecnego sezonu. Ponsar dotychczas nie miał okazji występować nigdzie poza ligą francuską, w czym jak przekonuje, przeszkadzały mu kontuzje. To dlatego mocno pracował, by wzmocnić swoje ciało i unikać kolejnych urazów. W Legii czuje się świetnie, komplementuje także Warszawę, a celem na najbliższe tygodnie będzie zdobycie z naszym klubem mistrzostwa Polski. Carl nie chce w tej chwili myśleć o tym co po sezonie, w jakim kierunku pójdzie jego koszykarska kariera. "Czas na takie rozważania będzie po zakończeniu sezonu. Wtedy na pewno porozmawiam z Aaronem Celem i coś wymyślimy. Teraz nie jest czas na myślenie o kontraktach. Trzeba w pełni skupić się na play-offach, bo przecież nikt nie podaruje nam mistrzostwa. Musimy je wywalczyć!" - mówi 29-letni skrzydłowy urodzony w Mont-Saint-Aignan.
W ostatnich latach zadomowiłeś się w drugiej lidze francuskiej. Nie było już trochę tak, że nie myślałeś już w ogóle o grze w innej lidze? Czy zwyczajnie wcześniej nie było odpowiednich propozycji?
Carl Ponsar: Zawsze chciałem grać na wyższym poziomie, również poza granicami kraju. Ale miałem kilka kontuzji w trakcie kariery, które trochę mnie spowolniły. Dlatego nigdy nie miałem okazji, żeby zajść dalej. W zeszłym roku postanowiłem popracować nad swoim ciałem, nad wszystkimi dotychczasowymi bolączkami, by uniknąć problemów zdrowotnych w przyszłości. A kiedy ustabilizowała się moja sytuacja zdrowotna, miałem w końcu okazję, by zrobić krok do przodu - dzięki temu czułem się lepiej i lepiej też prezentowałem się na parkiecie.
Jak długo zajęło ci podjęcie decyzji o wyjeździe do Warszawy?
- Jak powiedziałem, zawsze miałem chęć by wyjechać do lepszego klubu, ale nigdy nie było ku temu okazji. Latem ubiegłego roku postanowiłem odrzucić wszystkie oferty z drugiej ligi właśnie z tego powodu. Ponieważ, jak już mówiłem, chciałem grać na wyższym poziomie. Zmieniłem również agenta, który skontaktował się z Aaronem. A Aaron zadzwonił do niego z powodu kontuzji Race'a Thompsona. Czasem tak bywa, że pech jednego, staje się szansą dla drugiego. Nad samą propozycją Legii nie zastanawiałem się długo.
Osoba Aarona Cela miała duży wpływ na Twoją decyzję?
- Nie znałem Aarona wcześniej. To był nasz pierwszy kontakt. Tak naprawdę poznałem go zdecydowanie lepiej w trakcie tego sezonu.

Były obawy przed podpisaniem kontraktu krótkoterminowego? Który mógł oznaczać, że po kilku tygodniach, znów będziesz musiał szukać nowego klubu?
- Pierwszy kontrakt podpisałem na dwa miesiące. To pierwsza taka sytuacja w mojej karierze. Z jednej strony byłem bardzo podekscytowany, ale też trochę się bałem. Również dlatego, że to był pierwszy raz, kiedy jechałem tak naprawdę w nieznane, daleko od domu. Ale dość szybko poczułem się komfortowo z drużyną, nowymi kolegami, a także trenerem i całym sztabem. Poczułem się komfortowo i to bardzo mi pomogło.
Jak ocenisz współpracę z trenerem Heiko Rannulą?
- Szczerze mówiąc, układa nam się całkiem dobrze. Czuję, że on ma do mnie duże zaufanie, a ja też mam duże zaufanie do niego. Na początku trochę sobie pogadaliśmy - musieliśmy się trochę poznać, ale teraz czuję, że znamy się już całkiem dobrze.
To był pierwszy raz w Legii, a myślę, że także w całej twojej karierze, kiedy podpisałeś pierwszy tak krótki kontrakt, potem kolejny, aż w końcu trzeci - już do końca tego sezonu.
- Tak, to zdecydowanie pierwszy raz, kiedy coś takiego mi się przydarzyło. Jak już mówiłem, na początku byłem trochę przestraszony, ale potem poczułem się z tym całkiem komfortowo. Dzięki moim kolegom z drużyny i trenerom byłem pewny siebie.

Czego zabrakło Wam by awansować w Lidze Mistrzów do kolejnej rundy?
- Szczerze mówiąc, nie wiem. Wciąż mam w głowie stratę z meczu z Heidelbergiem. Prowadziliśmy 20-ma punktami, a niestety przegraliśmy tamten mecz. Myślę, że mogliśmy wygrać o wiele więcej spotkań w BCL, ale cóż... Stało się. Może nie byliśmy jeszcze gotowi jako drużyna? Myślę, że to właśnie dlatego. I ten nieszczęsny, ostatni mecz z Heidelbergiem, w którym prowadziliśmy tak wyraźnie po pierwszej połowie... To był właściwie nasz problem w tamtym czasie, bo to nie jedyne takie spotkanie, które przegraliśmy w ten sposób, poniekąd na własne życzenie. Może nie byliśmy jeszcze gotowi jako drużyna, więc musieliśmy wyciągnąć z tego wnioski i na tym budować, a potem stawać się lepsi. I możemy powiedzieć, że jesteśmy zdecydowanie lepsi od tego momentu, do tego, jak prezentujemy się obecnie. Dlatego zajęliśmy pierwsze miejsce po sezonie zasadniczym i mam nadzieję, że tak będziemy walczyć w play-off.
Rozegraliście dwa bardzo dobre mecze z Rytasem Wilno, w obu byliście blisko wygranych. A oni w ostatnią sobotę wygrali Ligę Mistrzów.
- Tak, to prawda, rozmawialiśmy o tym w szatni. To część koszykówki. Możemy przegrać z Heidelbergiem, który nie zakwalifikował się do kolejnego etapu rozgrywek, a być bliżej wygranej z Rytasem, który potem zwycięża w całych rozgrywkach BCL. Tak to już jest, taka jest koszykówka.

A jak czujesz się w Warszawie?
- Lubię Warszawę. To całkiem niezłe miasto do życia. Bardzo piękne, z dobrym jedzeniem. Ludzie też są mili. Jest mnóstwo rzeczy do zrobienia, więc nigdy nie ma miejsca na nudę.
Czy po kilku miesiącach w Warszawie potrafisz się już poruszać bez nawigacji?
- Mogę się przemieszczać bez nawigacji z hali do domu i w jeszcze kilka miejsc, głównie do kilku restauracji. Tak więc potrafię. Ale zwykle mimo wszystko korzystam z nawigacji ze względu na korki, aby trochę przewidywać czas dojazdu i się nie spóźniać.
Jakie jest Twoje ulubione miejsce? Albo takie, w które zabierasz bliskich, którzy odwiedzają Cię w Warszawie?
- Kiedy przyjeżdżają znajomi lub moja rodzina, zabieram ich na Starówkę. Ma niesamowity klimat. Ale całe miasto jest świetne, a szczególnie teraz, kiedy mamy piękną, słoneczną pogodę. Nawet wczoraj byłem ze znajomym na Starym Mieście i bardzo fajnie się tam czuję. Lubię też wpadać do Fabryki Norblina. To naprawdę niezła hala gastronomiczna, w dodatku naprawdę blisko od mojego mieszkania. Tak więc te dwa miejsca przede wszystkim.
Koszykówka od zawsze była u Ciebie sportem numer jeden? Czy interesujesz się lub interesowałeś innymi dyscyplinami sportu?
- Koszykówka była moim pierwszym i jedynym sportem. Choć uprawiałem wiele różnych sportów, to oglądanie ich jest dla mnie dość nudne. Zdecydowanie lepsze jest ich czynne uprawianie. Niestety, nie przepadam za piłką nożną. Ale byłem na jednym meczu Legii przy Łazienkowskiej. Było naprawdę fajnie, atmosfera była świetna. Legia ma szaloną publiczność i to mi się bardzo podoba. Atmosfera na meczu była na pewno znacznie lepsza niż poziom piłkarski. Lubię też atmosferę, jaką tworzą kibice Legii na naszych meczach. Jest ich oczywiście znacznie mniej niż na wielkim stadionie piłkarskim, ale także oni potrafią zrobić hałas.

Z rejonu, z którego pochodzisz nie ma zbyt mocnych zespołów piłkarskich. Może to miało wpływ na to, że wybrałeś koszykówkę, a nie piłkę nożną?
- Nie wiem. Paryż jest stosunkowo niedaleko mojego rodzinnego miasta. Francja to całkiem dobry kraj do gry w piłkę nożną, ale nigdy nie miałem na to ochoty, jak mam być szczery. Oczywiście grałem z przyjaciółmi w piłkę, kiedy byłem młodszy, w szkole również. Wszyscy przecież we Francji grają w piłkę bez wyjątku. Ale jako główny sport... nie, nie czułem tego, nie sprawiało mi to aż takiej przyjemności.
Niedługo czeka nas finał Ligi Mistrzów, w którym PSG zmierzy się z Arsenalem. Kto wygra według Ciebie?
- Nie wiem. Sądzę, że znowu wygra PSG. Wiem, że moi przyjaciele nie chcą, abym to powiedział, ale czuję, że znowu wygrają finał Champions League.
Legia wygrała ostatnich 7 meczów ligowych. Czujecie się dzięki temu niezwykle silni przed rozpoczęciem fazy play-off?
- Budowaliśmy na tym swoją siłę. Od pamiętnego meczu z Heidelbergiem. Mieliśmy wcześniej trochę problemów, ale myślę, że zdołaliśmy je rozwiązać. Jesteśmy dziś o wiele lepsi jako zespół, mamy ze sobą świetny kontakt. Dlatego też odnieśliśmy tych siedem zwycięstw z rzędu. Myślę, że zbudowaliśmy pewność siebie. Oczywiście, przed rozpoczęciem play-off nie możemy być zbyt pewni siebie. Chcemy się skupić na naszym celu.

W Polsce były już historie w ostatnich latach, że ósmy zespół wygrywał z pierwszym.
- Nie sądzę, aby tak było tym razem, ale zobaczymy. Na pewno nie zlekceważymy przeciwnika.
Celem klubu jest obrona mistrzowskiego tytułu. To także Twój cel na ten sezon?
- Od początku sezonu tak właśnie jest, nie będę ukrywał. Wydaje mi się, że cel każdej drużyny przed rozpoczęciem sezonu to wygrać jak najwięcej meczów i zdobycie mistrzostwa. Wiem, że przed rokiem tytuł wywalczyła Legia. Mam nadzieję, że podobnie będzie w tym roku i obronimy mistrzostwo Polski.
Jak ocenisz poziom Orlen Basket Ligi, choćby w porównaniu do ligi francuskiej?
- Powiedziałbym, że poziom jest bardzo zróżnicowany, patrząc na kluby ze ścisłej czołówki, po zespoły broniące się przed spadkiem. Ale zdecydowanie poziom całej ligi jest dobry. Na pewno zdecydowanie wyższy niż drugiej ligi francuskiej. Nie znam aż tak bardzo poziomu innych lig w Europie, by szacować, na którym miejscu znalazłaby się liga polska, ale naprawdę poziom gry w Orlen Basket Lidze jest dobry.
Kto był najtrudniejszym przeciwnikiem na Twojej pozycji w naszej lidze? Tomasz Gielo z Kinga z ostatniej serii sezonu zasadniczego?
- Gielo jest na pewno bardzo utalentowanym graczem. Powiedziałbym, że Tyler Wahl z Anwilu też jest bardzo dobrym graczem. Chyba ci dwaj zawodnicy przede wszystkim.

Dla Ciebie zdobycie mistrzostwa z Legią byłoby największym dotychczasowym wydarzeniem w karierze?
- W mojej dotychczasowej karierze na pewno tak. Jak dotąd awansowałem do półfinałów play-off, grałem też dwukrotnie w finałach [przed rokiem w barwach Sport Alsace z Le Portel oraz w sezonie 2018/19 z Rouen Métropole Basket przeciwko Orleans - przyp.M.B.]. W sumie to przez całą karierę grałem w play-offach, ale nigdy ich nie wygrałem, nigdy nie zdobyłem tytułu. Więc mistrzostwo Polski z Legią byłoby czymś wspaniałym.
Podczas jednego z wyjazdowych meczów w BCL, mogłeś liczyć na spore wsparcie swoich znajomych. To chyba bardzo miła sytuacja. Zaskoczyli Cię swoją obecnością na trybunach?
- To na pewno super sprawa, ale zaskoczenia w dniu meczu nie było, bo wcześniej pisali do mnie, czy będę w stanie pomóc załatwić bilety na mecz (śmiech). Na pewno fajnie, że dali mi trochę wsparcia podczas tego wygranego przez nas meczu. Oni na co dzień mieszkają we Francji, ale stosunkowo niedaleko Heidelbergu. Stąd wziął się pomysł, by przyjechać na to spotkanie i mnie wspierać. To na pewno było bardzo miłe.
Myślisz już o tym co w kolejnym sezonie? Czy czas na to będzie dopiero po zakończeniu obecnych rozgrywek?
- Zdecydowanie po sezonie. Tak wygląda ten biznes. Będą się toczyć negocjacje, ludzie będą dzwonić... Mam swojego agenta i on dba o moje sprawy. Ja zaś w pełni koncentruję się na koszykówce i zdobyciu mistrzostwa Polski.
Czy będzie łatwiej podjąć decyzję o pozostaniu w Legii jeśli zdobędziecie mistrzostwo, bo zagwarantuje to klubowi start w kolejnej edycji Ligi Mistrzów?
- O, na pewno. To będzie bardzo pomocne przy podejmowaniu decyzji. Jak powiedziałem - bardzo lubię Warszawę, rozgrywam świetny sezon w Legii. Co będzie dalej - zobaczymy po sezonie. Wtedy na pewno porozmawiam z Aaronem Celem i coś wymyślimy. Teraz nie jest czas na myślenie o kontraktach. Trzeba w pełni skupić się na play-offach, bo przecież nikt nie podaruje nam mistrzostwa. Musimy je wywalczyć!
Rozmawiał Marcin Bodziachowski, fot. Piotr Koperski, Paweł Kołakowski